Weszliśmy do mojego mieszkania dysząc głośno tak, jakby goniło nas jakieś rozwścieczone zwierzę.Moje kły pobłyskiwały w świetle lamp.
Owszem, sąsiad ma owczarka niemieckiego. Głupi pies, głupi sąsiad. W drzwiach kuchni pojawiła się
moja mama - Jennifer, która od razu powitała nas serdecznym uśmiechem. Po zobaczeniu nieznajomego
puściła mi oczko, co z jej myśleniu oznaczało "Co za ciacho".
- To jest Michael - przedstawiłam chłopaka niechętnie. Teraz mogłam spodziewać się powitania mamy po
hawajsku. Robiła to coraz częściej, przez to znajomi, których wcześniej miałam zostawili mnie. Tym razem
jednak w pełni mnie zadziwiła,ale to pozytywnie. Przywitała się jak normalny amerykanin. Po tych czułych
"Jakże mi miło" skierowaliśmy się do mojego pokoju. Co prawda moja mama mogła mieć jakieś
zastrzerzenia co do tego pomysłu, ale miałam to gdzieś. Przy okazji podziękowałam jej skromnym
uśmiechem. Jak to mówią? Lepszy rydz, niż nic. Na samą myśl o tym powiedzeniu miałam ochotę zacząć się
śmiać. Zamknęlam za nami drzwi i odetchnęłam cicho z ulgą. Zaczęłam się trochę denerwować, gdyż
jeszcze nigdy nie byłam z chłopakiem sam, na sam. Zerknęłam na niego, a widząc, iż patrzy na mnie
wyczekująco uśmiechnęłam się i i wyciągnęłam z szuflady vodkę, która zwinęłam mamie zaledwie kilka dni
temu. Po co ma się marnować? Ja się nią lepiej zaopiekuję. Podałam chłopakowi kieliszek i bez słowa
nalałam vodkę. Uśmiechnął się i usiał na łóżku, chwilę mi się przyglądając. Wypił do dna, nadal na mnie
patrząc. Czy mi się wydawało, czy on posłał mi kuszące spojrzenie? Usiadłam obok niego i spojrzałam przed siebie.
Tak się składało, że na ścianie przede mną wisiał wielki plakat Chace'a Crawforda. Dostałam go od
Elisabeth pod pretekstem podziękowania za wszystko. Moim zdaniem było to kłamstwo. Uważałam, że dała
mi go wręcz dlatego, iż wystawiła mnie w dzień moich piętnastych urodzin. Tego dnia Michael wyjawił
Elisabeth miłość. Od tego czasu spędzałyśmy coraz mniej czasu ze sobą.
- Przytulnie tu - powiedział, po czym wziął do ręki niewielką, lecz miękką
poduszkę i zaczął się nią bawić. Nawet, gdy bawił się tym jak małe dziecko, był słodki.
Skinęłam głową - mój tata go projektował. - Odparłam, a na wspomnienie o ojcu zbladłam. Zginął w
wypadku samochodowym. Widziałam, na własne oczy widziałam jego śmierć i nie potrafiłam nawet
zadzwonić na pogotowie. Do dziś noszę jego łańcuszek, który ocalał. Mam wrażenie, że on żyje, że
uśmiecha się do mnie i jest obok. Przejechałam palcami po naszyjniku i przeniosłam wzrok na
Michaela,który widząc moją niemalże białą twarz zamarł. - Nie zdążyłam się nawet pożegnać...
Nie spytał co się stało. Nie miał odwagi? Czy może znał ten ból. W każdym razie z minuty na minutę się do
siebie zbliżaliśmy, co poprawiło mi humor. Niestety nie do tego stopnia, by o tym zapomnieć. Czegoś tak
strasznego nawet człowiek bez serca nie mógłby wymazać z pamięci. Wciąż uważam, że zginął przeze mnie.
I nie zmienię zdania. Zerknęłam prosto w zielone oczy nowego przyjaciela. - Co zrobisz z Bonnie? -
spytałam, nie chcąc już więcej myśleć o śmierci taty.
Robert przyjrzał mi się uważnie, po czym wolnym ruchem odgarnął moją grzywkę z oczu, by w nie spojrzeć.
Uśmiechnął się delikatnie i musnął swoimi wargami moje usta. Nie odepchnęłam go, choć właściwie miałam
taki zamiar? Dlaczego tego nie zrobiłam? Ach, sama nie wiem. Może dlatego, że faktycznie go lubię. Skoro
"Księżniczka" zdradza Michael'a z moim bratem, to Michael zdradzi ją ze mną. Wiem, że gdy Elisabeth się o tym dowie, to mogę liczyć na wieczne potępienie, ale jak sądzę było warto. Na pewno każda dziewczyna dużo
by dała, by je pocałował. Dziwne... przecież ja nic mu nie ofiarowałam. A może? A może ofiarowałam mu
przyjaźń i zaufanie?
- Jej już nie ma - odparł na wcześniejsze pytanie przerywając pocałunek.
Przez dobre dziesięć minut zastanawiałam się dlaczego to zrobił. Lubi mnie? Patrzyłam na niego
zdezorientowana.
- Przepraszam - szepnął i natychamist się odsunął, wbijając wzrok w kąt.
Czy siedzę tu z małym chłopcem? Nie? Więc dlaczego mam takie wrażenie?
- Powinienem już iść - dodał patrząc na mnie. Wstał i skierował się do wyjścia. Po chwili zniknął już za
drzwiami.
Nie powiedziałam nic. W sumie nie miałam pojęcia co. Patrzyłam tępo w plakat Chace'a, a w duszy zaś
krzyczałam ze szczęścia. Obudziłam się dopiero, gdy usłyszałam pożegnanie Michael'a z mamą. Jaki on uroczy...