Kolejny dzień spędzony na imprezie u "kumpla",a raczej wampirzego kuzyna.Siedząc na sofie w salonie Shane'a - kolegi Chrisa upijałam kolejne łyki soku,podanego przez Dana. Patrzyłam jak wszystkie pary wywijają na środku wielkiego salonu,i poczułam jak moje oczy zaczynają robic się mokre. Jego rodzice wybyli, także jak zawsze urządzał takie imprezy. Co gorsza zazwyczaj zbierał się komitet powitalny - policja. Na szczęście tym razem odbyło się bez nich. Vicky przyszła z Michaelem. Zdradziecka z niej dziewczynka. Westchnęłam głośno, zastanawiając się, po co w ogóle tu przyszłam. Równie dobrze mogłam zostać w domu i pić sama. Nie spodziewałam się tego, że jakiś chłopak usiądzie obok. Ku memu zaskoczeniu, usadowił się nieopodal Michael Crayn.
- Gdzie Elisabeth? - spytałam w myślach. Nie pewnie spojrzałam na zielonookiego chłopaka. Kiedy spojrzał mi prosto w oczy, a do tego się uśmiechnął moje serce zaczęło bić jak szalone. Wyczuwając jego mocne perfumy, miałam ochote usiąść jeszcze bliżej . Chłopak wyprzedził moją myśl i usiadł bliżej myśląc. Nie miałam pojęcia co mówić. Spuściłam wzrok, jednak po krótkiej chwili podniosłam go i spojrzałam na Michaela. W momencie, w którym na niego spojrzałam chłopak luzował krawat, co wyglądało kompletnie ekscytująco.
- Michael, tak? - w reszcie po dość długim milczeniu wydobyło się niewinne pytanie. Zastanawiałam się, jak mogłam o to pytać,przecież znam go lepiej niż on sam.
Chłopak skinął głową, a odwróciwszy wzrok od krawatu spojrzał na mnie.
- Hm,Jane? - spytał niepewnie.
Przynajmniej nie pomylił mnie z kimś innym. Cóż, mogło byc gorzej.Mógł mnie nawet pomylic c Claudiom. Zaśmiałam się uroczo i wyciągnęłam ku niemu dłoń.
- Tak,tak.Jane - przedstawiając się zerknęłam mu w oczy, mając wielką ochotę dać mu słodkiego buziaka na powitanie. Niestety tego nie zrobiłam, szkoda.
- Wybacz, za moją niepewnośc przy pytaniu o imię... - powiedział przepraszająco,ze skruchą w głosie.
- W porządku, nic się nie stało. Gdzie Elisabeth? - spytałam nie mogąc zatrzymać tego pytania w myślach. Tak bardzo ciekawiło mnie to, gdzie podziewa się moja przyjaciółka,nie wróciła do domu od dwóch dni!
- Źle się poczuła i poszła do domu- odparł wzruszając przy tym ramionami.
- Szkoda - bąknęłam i uśmiechnęłam się.
Chłopak przyjrzał mi się uważnie, a ujrzawszy mój uśmiech, odwzajemnił go. Cóż, jemu wychodziło to dużo lepiej.
- Zatańczysz? - zapytał i podniósł się, stając przede mną. Wyciągnął ku mnie swoją dłoń.
Nigdy nie przypuszczałam, że zatańczę z kimś takim jak Michael. Nie chciałabym zmarnować takiej okazji. Michaelowi przecież nie można odmówić, nawet gdybym chciała, to moja podświadomość by mi nie pozwoliła na tę zbrodnię.
- Nie daj się prosić, Jan... - powiedział prosząco patrząc na mnie.
W pewnym momencie zorientowałam się, że wszystkie pary się na nas patrzą. Miałam wrażenie, że wszyscy zaraz zaczną krzyczeć "No dziewczyno, idź!". Wstałam i chwyciłam jego dłoń.
- Nie umiem tańczyć - odparłam.
Właśnie włączono wolną muzykę, za ktorą szczególnie nie przepadałam.
- To nie jest trudne,popatrz.
Skinęłam lekko głową przyglądając się innym parom. Położyłam dłonie na jego ramionach nie będąc pewną, czy mogę stanąc bliżej.
Michael pociągnął mnie w swoją stronę i lekko objął w pasie.
Teraz już wiem, że mogłam byc bliżej niż tylko myślałam.W myślach byłam zaledwie dwa metry obok, także "zasypiając" w marzeniach oparłam policzek o jego ramię i kołysałam się delikatnie.
Przypadek? Nie ważne, to było niewiarygodnie miłe i chciałam zostac na tej imprezie,na tym parkiecie całe moje życie.No,prawie całe.Przecież wampiry żyją po setne lata. Jeny... co ja wygaduję, przecież to chłopak Vicky,choc zdradza ją z Elisabeth.A teraz ze mną?! Zaczęłam się zastanawiać gdzie podziewa się Christopher. A co, jeśli mój brat w coś się wplątał? Nie, na pewno nie. Pewnie jest gdzieś z Shane'em.
- Elisabeth mnie zdradza - powiedział i spojrzał mi w oczy.
Westchnęłam cicho. Nie miałam zamiaru kłamać, po za tym było mi trudno to robić. Jeśli zerwą oboje się załamią. Widziałam, że jest mu ciężko. Poczułam się źle, nie potrafiąc mu pomóc.
- Wiesz z kim? - spytał przejęty. Nie odwracając wzroku ode mnie westchnął. Miałam wrażenie, że za chwilę zacznie płakać i zaleje mieszkanie Shane'a kryształowymi łzami. Zastanawiałam się co mam mu odpowiedzieć, a przecież trudno przyznać się do tego, że jego "dziewczyna" zdradza go z moim bratem. To koszmar, tym razem muszę skłamać.
- Nie przykro mi, ale nie wiem - odparłam, a gdy wyczułam, że jego dłonie podwyższyły się na moje ramiona oblałam się rumieńcami. On coś podejrzewa..., tylko dlatego ze mną rozmawiał,miał na twarzy ten figlarski uśmiech,którym darzył mnie za każdym razem na każdej z imprez Shane'a.
- Chodźmy stąd, tu jest za głośno - szepnął mi na ucho i uśmiechnął się delikatnie pod nosem.
Przyjrzałam mu się przenikliwie, a po krótkim namyśle skinęłam głową, zgadzając się na jego propozycję. Byłam ciekawa, gdzie ze mną pójdzie. Niech zgadnę, korytarz domu Shane'a, czy może jego romantyczny ogród? Nie,lepiej nie.W blasku księżyca zauważył by moje cudowne kiełki. Ku memu zdziwieniu wyszliśmy z mieszkania i usiedliśmy na schodach. Przynajmniej wiem, że tu nie będzie widział moich kłów.Było już ciemno, lecz lampy doskonale oświetlały nasze twarze,i moje sekretne ząbki. Uśmiechnęłam się lekko,próbując nie odsłaniac zębów,lecz z moich ust wydobył się cichy śmiech.
- Dlaczego chcesz ze mną rozmawiać? - z moich ust dobyło się zapytanie, na które chciałam znać odpowiedź. Spojrzałam na chłopaka posyłając mu kolejny tajny uśmiech.
Nie wiedząc co odpowiedzieć wzruszył ramionami i uśmiechnął się szeroko - bo cię lubię - odparł. - Jane, wiem, że ty wiesz z kim ona mnie zdradza. Jesteście najlepszymi przyjaciółkami.
- Wiedziałam, że chcesz tylko informacji - mruknęlam niezadowolona i wstałam ze schodów nieociągając się.
Nim jednak odeszłam chłopak chwycił moją dłoń i pociągnął mnie spowrotem na schody.
Westchnęłam i zwróciłam ku niemu wzrok. To, co zobaczyłam zdziwiło mnie i równocześnie poruszyło. Miał w oczach łzy.Nie były to łzy radości.On płakał ze smutku.
- Zostań, przepraszam... - poprosił i nie wiedząc czemu przytulił mnie. Może tylko udaje? A może nie.
Uśmiechnęłam się dumnie, gdy usłyszałam przeprosiny. Jak można było by mu nie wybaczyć? Ze łzami w oczach wyglądał przeuroczo.
- W porządku, Mich. - powiedziałam i lekko poklepałam go po plecach. - Nie martw się.
- Masz rację - odpowiedział. - Na prawdę cię lubię, Jane.
Nie myślałam, że tak szybko zdobędę jego zaufanie. Może jest pijany i nie wie co mówi? Cóż, to możliwe, chociaż nie czuję alkoholu. Dotychczas również wiedziałam, że Michael jest taki wrażliwy, bo przecież nie uchodził za twardziela, który nie da się złamać.
- Dzięki, ja ciebie też - uśmiechnęłam się delikatnie i oderwałam się od niego, by spojrzeć mu w oczy. Po chwili milczenia wstałam i odruchowo podałam mu dłoń.
- Chodźmy na spacer - zaproponowałam puszczając mu oczko. - Pogadamy - posłałam chłopakowi uroczy uśmiech.
Odwzajemnił gest i podniósł się. Ruszyliśmy trzymając się za ręce. Jakie to urocze... Znałam go od dwóch lat,i wtedy za bardzo nie zwracałam na niego uwagi,ale szalałam za tym, by go poznać, by z nim być.Teraz wiem, że to jest realne. Hmm, szczęściu trzeba pomagać. Mam rację? No jasne, przecież zawsze ją mam. Teraz gdy Michael jest na skraju załamania ja mogę postawić go na nogi,mogę zabłysnąc w blasku księżyca.Byle tylko następnym razem nie zapomniec że posiadam "normalne" ząbki.
niedziela, 16 czerwca 2013
czwartek, 13 czerwca 2013
Rozdział II "Jest okey,tylko...ten list"
Weszliśmy do mojego mieszkania dysząc głośno tak, jakby goniło nas jakieś rozwścieczone zwierzę.Moje kły pobłyskiwały w świetle lamp.
Owszem, sąsiad ma owczarka niemieckiego. Głupi pies, głupi sąsiad. W drzwiach kuchni pojawiła się
moja mama - Jennifer, która od razu powitała nas serdecznym uśmiechem. Po zobaczeniu nieznajomego
puściła mi oczko, co z jej myśleniu oznaczało "Co za ciacho".
- To jest Michael - przedstawiłam chłopaka niechętnie. Teraz mogłam spodziewać się powitania mamy po
hawajsku. Robiła to coraz częściej, przez to znajomi, których wcześniej miałam zostawili mnie. Tym razem
jednak w pełni mnie zadziwiła,ale to pozytywnie. Przywitała się jak normalny amerykanin. Po tych czułych
"Jakże mi miło" skierowaliśmy się do mojego pokoju. Co prawda moja mama mogła mieć jakieś
zastrzerzenia co do tego pomysłu, ale miałam to gdzieś. Przy okazji podziękowałam jej skromnym
uśmiechem. Jak to mówią? Lepszy rydz, niż nic. Na samą myśl o tym powiedzeniu miałam ochotę zacząć się
śmiać. Zamknęlam za nami drzwi i odetchnęłam cicho z ulgą. Zaczęłam się trochę denerwować, gdyż
jeszcze nigdy nie byłam z chłopakiem sam, na sam. Zerknęłam na niego, a widząc, iż patrzy na mnie
wyczekująco uśmiechnęłam się i i wyciągnęłam z szuflady vodkę, która zwinęłam mamie zaledwie kilka dni
temu. Po co ma się marnować? Ja się nią lepiej zaopiekuję. Podałam chłopakowi kieliszek i bez słowa
nalałam vodkę. Uśmiechnął się i usiał na łóżku, chwilę mi się przyglądając. Wypił do dna, nadal na mnie
patrząc. Czy mi się wydawało, czy on posłał mi kuszące spojrzenie? Usiadłam obok niego i spojrzałam przed siebie.
Tak się składało, że na ścianie przede mną wisiał wielki plakat Chace'a Crawforda. Dostałam go od
Elisabeth pod pretekstem podziękowania za wszystko. Moim zdaniem było to kłamstwo. Uważałam, że dała
mi go wręcz dlatego, iż wystawiła mnie w dzień moich piętnastych urodzin. Tego dnia Michael wyjawił
Elisabeth miłość. Od tego czasu spędzałyśmy coraz mniej czasu ze sobą.
- Przytulnie tu - powiedział, po czym wziął do ręki niewielką, lecz miękką
poduszkę i zaczął się nią bawić. Nawet, gdy bawił się tym jak małe dziecko, był słodki.
Skinęłam głową - mój tata go projektował. - Odparłam, a na wspomnienie o ojcu zbladłam. Zginął w
wypadku samochodowym. Widziałam, na własne oczy widziałam jego śmierć i nie potrafiłam nawet
zadzwonić na pogotowie. Do dziś noszę jego łańcuszek, który ocalał. Mam wrażenie, że on żyje, że
uśmiecha się do mnie i jest obok. Przejechałam palcami po naszyjniku i przeniosłam wzrok na
Michaela,który widząc moją niemalże białą twarz zamarł. - Nie zdążyłam się nawet pożegnać...
Nie spytał co się stało. Nie miał odwagi? Czy może znał ten ból. W każdym razie z minuty na minutę się do
siebie zbliżaliśmy, co poprawiło mi humor. Niestety nie do tego stopnia, by o tym zapomnieć. Czegoś tak
strasznego nawet człowiek bez serca nie mógłby wymazać z pamięci. Wciąż uważam, że zginął przeze mnie.
I nie zmienię zdania. Zerknęłam prosto w zielone oczy nowego przyjaciela. - Co zrobisz z Bonnie? -
spytałam, nie chcąc już więcej myśleć o śmierci taty.
Robert przyjrzał mi się uważnie, po czym wolnym ruchem odgarnął moją grzywkę z oczu, by w nie spojrzeć.
Uśmiechnął się delikatnie i musnął swoimi wargami moje usta. Nie odepchnęłam go, choć właściwie miałam
taki zamiar? Dlaczego tego nie zrobiłam? Ach, sama nie wiem. Może dlatego, że faktycznie go lubię. Skoro
"Księżniczka" zdradza Michael'a z moim bratem, to Michael zdradzi ją ze mną. Wiem, że gdy Elisabeth się o tym dowie, to mogę liczyć na wieczne potępienie, ale jak sądzę było warto. Na pewno każda dziewczyna dużo
by dała, by je pocałował. Dziwne... przecież ja nic mu nie ofiarowałam. A może? A może ofiarowałam mu
przyjaźń i zaufanie?
- Jej już nie ma - odparł na wcześniejsze pytanie przerywając pocałunek.
Przez dobre dziesięć minut zastanawiałam się dlaczego to zrobił. Lubi mnie? Patrzyłam na niego
zdezorientowana.
- Przepraszam - szepnął i natychamist się odsunął, wbijając wzrok w kąt.
Czy siedzę tu z małym chłopcem? Nie? Więc dlaczego mam takie wrażenie?
- Powinienem już iść - dodał patrząc na mnie. Wstał i skierował się do wyjścia. Po chwili zniknął już za
drzwiami.
Nie powiedziałam nic. W sumie nie miałam pojęcia co. Patrzyłam tępo w plakat Chace'a, a w duszy zaś
krzyczałam ze szczęścia. Obudziłam się dopiero, gdy usłyszałam pożegnanie Michael'a z mamą. Jaki on uroczy...
Owszem, sąsiad ma owczarka niemieckiego. Głupi pies, głupi sąsiad. W drzwiach kuchni pojawiła się
moja mama - Jennifer, która od razu powitała nas serdecznym uśmiechem. Po zobaczeniu nieznajomego
puściła mi oczko, co z jej myśleniu oznaczało "Co za ciacho".
- To jest Michael - przedstawiłam chłopaka niechętnie. Teraz mogłam spodziewać się powitania mamy po
hawajsku. Robiła to coraz częściej, przez to znajomi, których wcześniej miałam zostawili mnie. Tym razem
jednak w pełni mnie zadziwiła,ale to pozytywnie. Przywitała się jak normalny amerykanin. Po tych czułych
"Jakże mi miło" skierowaliśmy się do mojego pokoju. Co prawda moja mama mogła mieć jakieś
zastrzerzenia co do tego pomysłu, ale miałam to gdzieś. Przy okazji podziękowałam jej skromnym
uśmiechem. Jak to mówią? Lepszy rydz, niż nic. Na samą myśl o tym powiedzeniu miałam ochotę zacząć się
śmiać. Zamknęlam za nami drzwi i odetchnęłam cicho z ulgą. Zaczęłam się trochę denerwować, gdyż
jeszcze nigdy nie byłam z chłopakiem sam, na sam. Zerknęłam na niego, a widząc, iż patrzy na mnie
wyczekująco uśmiechnęłam się i i wyciągnęłam z szuflady vodkę, która zwinęłam mamie zaledwie kilka dni
temu. Po co ma się marnować? Ja się nią lepiej zaopiekuję. Podałam chłopakowi kieliszek i bez słowa
nalałam vodkę. Uśmiechnął się i usiał na łóżku, chwilę mi się przyglądając. Wypił do dna, nadal na mnie
patrząc. Czy mi się wydawało, czy on posłał mi kuszące spojrzenie? Usiadłam obok niego i spojrzałam przed siebie.
Tak się składało, że na ścianie przede mną wisiał wielki plakat Chace'a Crawforda. Dostałam go od
Elisabeth pod pretekstem podziękowania za wszystko. Moim zdaniem było to kłamstwo. Uważałam, że dała
mi go wręcz dlatego, iż wystawiła mnie w dzień moich piętnastych urodzin. Tego dnia Michael wyjawił
Elisabeth miłość. Od tego czasu spędzałyśmy coraz mniej czasu ze sobą.
- Przytulnie tu - powiedział, po czym wziął do ręki niewielką, lecz miękką
poduszkę i zaczął się nią bawić. Nawet, gdy bawił się tym jak małe dziecko, był słodki.
Skinęłam głową - mój tata go projektował. - Odparłam, a na wspomnienie o ojcu zbladłam. Zginął w
wypadku samochodowym. Widziałam, na własne oczy widziałam jego śmierć i nie potrafiłam nawet
zadzwonić na pogotowie. Do dziś noszę jego łańcuszek, który ocalał. Mam wrażenie, że on żyje, że
uśmiecha się do mnie i jest obok. Przejechałam palcami po naszyjniku i przeniosłam wzrok na
Michaela,który widząc moją niemalże białą twarz zamarł. - Nie zdążyłam się nawet pożegnać...
Nie spytał co się stało. Nie miał odwagi? Czy może znał ten ból. W każdym razie z minuty na minutę się do
siebie zbliżaliśmy, co poprawiło mi humor. Niestety nie do tego stopnia, by o tym zapomnieć. Czegoś tak
strasznego nawet człowiek bez serca nie mógłby wymazać z pamięci. Wciąż uważam, że zginął przeze mnie.
I nie zmienię zdania. Zerknęłam prosto w zielone oczy nowego przyjaciela. - Co zrobisz z Bonnie? -
spytałam, nie chcąc już więcej myśleć o śmierci taty.
Robert przyjrzał mi się uważnie, po czym wolnym ruchem odgarnął moją grzywkę z oczu, by w nie spojrzeć.
Uśmiechnął się delikatnie i musnął swoimi wargami moje usta. Nie odepchnęłam go, choć właściwie miałam
taki zamiar? Dlaczego tego nie zrobiłam? Ach, sama nie wiem. Może dlatego, że faktycznie go lubię. Skoro
"Księżniczka" zdradza Michael'a z moim bratem, to Michael zdradzi ją ze mną. Wiem, że gdy Elisabeth się o tym dowie, to mogę liczyć na wieczne potępienie, ale jak sądzę było warto. Na pewno każda dziewczyna dużo
by dała, by je pocałował. Dziwne... przecież ja nic mu nie ofiarowałam. A może? A może ofiarowałam mu
przyjaźń i zaufanie?
- Jej już nie ma - odparł na wcześniejsze pytanie przerywając pocałunek.
Przez dobre dziesięć minut zastanawiałam się dlaczego to zrobił. Lubi mnie? Patrzyłam na niego
zdezorientowana.
- Przepraszam - szepnął i natychamist się odsunął, wbijając wzrok w kąt.
Czy siedzę tu z małym chłopcem? Nie? Więc dlaczego mam takie wrażenie?
- Powinienem już iść - dodał patrząc na mnie. Wstał i skierował się do wyjścia. Po chwili zniknął już za
drzwiami.
Nie powiedziałam nic. W sumie nie miałam pojęcia co. Patrzyłam tępo w plakat Chace'a, a w duszy zaś
krzyczałam ze szczęścia. Obudziłam się dopiero, gdy usłyszałam pożegnanie Michael'a z mamą. Jaki on uroczy...
środa, 5 czerwca 2013
Rozdział I "Trzeba było mnie posłuchac!"
Prolog:
Nie chcę się zestarzec.Chcę zostac taka,jaka jestem.Nadal nie potrafię grac...naprawdę.Nie będę się już oszukiwac.Kiedy przeminie moja twarz i przeminie moje ciało,będę nikim,nikim...Znów całkiem nikim.-Marilyn Monroe
-Jane , bez obijania ! Do roboty ,pakuj się ! Zaraz jedziemy .
-Ta , ta . Wiem . Tylko szkoda , że mnie nikt o zdanie nie zapytał !
-Jane , nie wymyślaj ! Postanowione , wiem że to dla Ciebie trudne , ale to jedyne wyjście aby uciec od wścipskich siąsiadów !-Powiedziała mama tonem , z którym nie można było się kłócic-Oni wiedzą że jesteś nieśmiertelna !
-Tak jak ty , bo ty też wiesz . No i niewiedzę powodu !
-Jane , bez gadania , wstawaj . Elisabeth czeka w salonie . Idź się z nią pożegnac !
Zdziwiłam się , słysząc ostatnie zdanie . Elisabeth? Jak to? Przecież mnie nikt nie lubi ! Ale Elisabeth . . . Moja przyjaciółka wie o tych ukochanych "normalnych ząbkach" . Zeszłam na dół po schodach , niosiąc mojej przyjaciółce prezent , aby o mnie pamiętała . Przecież tylko ona przez następnie lata miała mnie lubic . . .
-Hej . . .-Wyjąkała prawie przez łzy-Jedziesz już?
-Elisabeth , strasznie ciesze się że jesteś . Będę tęsknic , wejdź do mojego pokoju-powiedziałam , po czym ściszyłam głos-Musimy obgadac pewną sytuację . . .
Weszłyśmy do góry i zaczęłyśmy na siebie patrzec ze smutkiem i łzami .
-Ely . . .-Powiedziałam szeptem .
-Co Jane?
-Mam prośbę , pisz do mnie !-Lekko się zawstydziłam i dodałam-Pamiętaj . . . zawszę będę twoją najlepszą przyjaciółką ! Eh... a co do tej sytuacji...
-Tak,wiem Jane.Mam nie wygadac się o twoich cudownych ząbkach.-zaśmiała się przez łzy-tak?
-Tak.
Wręczyłam Elisabeth prezent , którym było nasze wspólne zdjęcia,połączone w jedno . Niektóre zrobione były cztery lata temu,a inne w tym roku . Popłakałam się , oszukując samą siebie , że poznam tam kogoś lepszego od Ely . Ale przecież nie ma na świecie nikogo lepszego! Miałam pomysł , aby moja przyjaciółka pojechała z nami , bo przecież mieszkała ze swoją ciocią . Ona straciła mamę i tatę osiem lat temu . Usłyszałyśmy uradowany głos mojej mamy . . .
-Dziewczyny ! Elisabeth , ciocia pozwoliła Ci zamieszkac z nami na stałe ! Pakuj się !
Obie spojrzałyśmy na siebie , wzrokiem,pełnym niesłychanej radości . Nasze serca zapełnione były przyjacielską miłością .
-Ely !
Wstałyśmy i zaczęłyśmy tańczyc . Po chwili jednak,zdałyśmy sobie sprawę z tego , że Ely musi się spakowac .
-Będziemy musiały chyba pojechac tirem aby zabrac wszystkie nasze rzeczy-Powiedziałam,dziwiąc się,że jestem zadowolona z tego że się przeprowadzam .-A jednak warto się przeprowadzic !
Prolog
Jestem Jane,mam 16 lat.Jestem "zwykłą" dziewczyną,którą świat obdarzył kłami.Mój ojciec,porzucił mnie i moją mamę zaraz po moim urodzeniu,urodzeniu "potwora".Rodzina od strony ojca,jeszcze nawet nie wie,że istnieje.Przeżyłam więcej,niż ci,którzy przeżyli drugą wojnę światową.Nadal jedna osoba chce mnie zabic,lecz nikt nie wie kim jest.Opowiem wam moją historię,historie wampirzego dziecka jeszcze raz....
Subskrybuj:
Posty (Atom)