niedziela, 16 czerwca 2013

Rozdział III "Tylko ten jeden dzień,rozpoczął się jak idealny sen"

Kolejny dzień spędzony na imprezie u "kumpla",a raczej wampirzego kuzyna.Siedząc na sofie w salonie Shane'a - kolegi Chrisa upijałam kolejne łyki soku,podanego przez Dana. Patrzyłam jak wszystkie pary wywijają na środku wielkiego salonu,i poczułam jak moje oczy zaczynają robic się mokre. Jego rodzice wybyli, także jak zawsze urządzał takie imprezy. Co gorsza zazwyczaj zbierał się komitet powitalny - policja. Na szczęście tym razem odbyło się bez nich. Vicky przyszła z Michaelem. Zdradziecka z niej dziewczynka. Westchnęłam głośno, zastanawiając się, po co w ogóle tu przyszłam. Równie dobrze mogłam zostać w domu i pić sama. Nie spodziewałam się tego, że jakiś chłopak usiądzie obok. Ku memu zaskoczeniu, usadowił się nieopodal Michael Crayn.
- Gdzie Elisabeth? - spytałam w myślach. Nie pewnie spojrzałam na zielonookiego chłopaka. Kiedy spojrzał mi prosto w oczy, a do tego się uśmiechnął moje serce zaczęło bić jak szalone. Wyczuwając jego mocne perfumy, miałam ochote usiąść jeszcze bliżej . Chłopak wyprzedził moją myśl i usiadł bliżej myśląc. Nie miałam pojęcia co mówić. Spuściłam wzrok, jednak po krótkiej chwili podniosłam go i spojrzałam na Michaela. W momencie, w którym na niego spojrzałam chłopak luzował krawat, co wyglądało kompletnie  ekscytująco. 
- Michael, tak? - w reszcie po dość długim milczeniu wydobyło się niewinne pytanie. Zastanawiałam się, jak mogłam o to pytać,przecież znam go lepiej niż on sam.
Chłopak skinął głową, a odwróciwszy wzrok od krawatu spojrzał na mnie. 
- Hm,Jane? - spytał niepewnie. 
Przynajmniej  nie pomylił mnie z kimś innym. Cóż, mogło byc gorzej.Mógł mnie nawet pomylic c Claudiom. Zaśmiałam się uroczo i wyciągnęłam ku niemu dłoń. 
- Tak,tak.Jane - przedstawiając się zerknęłam mu w oczy, mając wielką ochotę dać mu słodkiego buziaka na powitanie. Niestety tego nie zrobiłam, szkoda. 
- Wybacz, za moją niepewnośc przy pytaniu o imię... - powiedział przepraszająco,ze skruchą w głosie.
- W porządku, nic się nie stało. Gdzie Elisabeth? - spytałam nie mogąc zatrzymać tego pytania w myślach. Tak bardzo ciekawiło mnie to, gdzie podziewa się moja przyjaciółka,nie wróciła do domu od dwóch dni!
- Źle się poczuła i poszła do domu- odparł wzruszając przy tym ramionami. 
- Szkoda - bąknęłam i uśmiechnęłam się.
Chłopak przyjrzał mi się uważnie, a ujrzawszy mój uśmiech, odwzajemnił go. Cóż, jemu wychodziło to dużo lepiej. 
- Zatańczysz? - zapytał i podniósł się, stając przede mną. Wyciągnął ku mnie swoją dłoń. 
Nigdy nie przypuszczałam, że zatańczę z kimś takim jak Michael. Nie chciałabym zmarnować takiej okazji. Michaelowi przecież nie można odmówić, nawet gdybym chciała, to moja podświadomość by mi nie pozwoliła na tę zbrodnię. 
- Nie daj się prosić, Jan... - powiedział prosząco patrząc na mnie. 
W pewnym momencie zorientowałam się, że wszystkie pary się na nas patrzą. Miałam wrażenie, że wszyscy zaraz zaczną krzyczeć "No dziewczyno, idź!". Wstałam i chwyciłam jego dłoń. 
- Nie umiem tańczyć - odparłam. 
Właśnie włączono wolną muzykę, za ktorą szczególnie nie przepadałam. 
- To nie jest trudne,popatrz.
Skinęłam lekko głową przyglądając się innym parom. Położyłam dłonie na jego ramionach nie będąc pewną, czy mogę stanąc bliżej.
Michael pociągnął mnie w swoją stronę i  lekko objął w pasie. 
Teraz już wiem, że mogłam byc bliżej niż tylko myślałam.W myślach byłam zaledwie dwa metry obok, także "zasypiając" w marzeniach oparłam policzek o jego ramię i kołysałam się delikatnie. 
Przypadek? Nie ważne, to było niewiarygodnie miłe i chciałam zostac na tej imprezie,na tym parkiecie całe moje życie.No,prawie całe.Przecież wampiry żyją po setne lata. Jeny... co ja wygaduję, przecież to chłopak Vicky,choc zdradza ją z Elisabeth.A teraz ze mną?! Zaczęłam się zastanawiać gdzie podziewa się Christopher. A co, jeśli mój brat w coś się wplątał? Nie, na pewno nie. Pewnie jest gdzieś z Shane'em. 
- Elisabeth mnie zdradza - powiedział i spojrzał mi w oczy. 
Westchnęłam cicho. Nie miałam zamiaru kłamać, po za tym było mi trudno to robić. Jeśli zerwą oboje się załamią. Widziałam, że jest mu ciężko. Poczułam się źle, nie potrafiąc mu pomóc. 
- Wiesz z kim? - spytał przejęty. Nie odwracając wzroku ode mnie westchnął. Miałam wrażenie, że za chwilę zacznie płakać i zaleje mieszkanie Shane'a kryształowymi łzami. Zastanawiałam się co mam mu odpowiedzieć, a przecież trudno przyznać się do tego, że jego "dziewczyna" zdradza go z moim bratem. To koszmar, tym razem muszę skłamać. 
- Nie przykro mi, ale nie wiem - odparłam, a gdy wyczułam, że jego dłonie podwyższyły się na moje ramiona oblałam się rumieńcami. On coś podejrzewa..., tylko dlatego ze mną rozmawiał,miał na twarzy ten figlarski uśmiech,którym darzył mnie za każdym razem na każdej z imprez Shane'a.
- Chodźmy stąd, tu jest za głośno - szepnął mi na ucho i uśmiechnął się delikatnie pod nosem. 
Przyjrzałam mu się przenikliwie, a po krótkim namyśle skinęłam głową, zgadzając się na jego propozycję. Byłam ciekawa, gdzie ze mną pójdzie. Niech zgadnę, korytarz domu Shane'a, czy może jego romantyczny ogród? Nie,lepiej nie.W blasku księżyca zauważył by moje cudowne kiełki. Ku memu zdziwieniu wyszliśmy z mieszkania i usiedliśmy na schodach. Przynajmniej wiem, że tu nie będzie widział moich kłów.Było już ciemno, lecz lampy doskonale oświetlały nasze twarze,i moje sekretne ząbki. Uśmiechnęłam się lekko,próbując nie odsłaniac zębów,lecz z moich ust wydobył się cichy śmiech.
- Dlaczego chcesz ze mną rozmawiać? - z moich ust dobyło się zapytanie, na które chciałam znać odpowiedź. Spojrzałam na chłopaka posyłając mu kolejny tajny uśmiech. 
Nie wiedząc co odpowiedzieć wzruszył ramionami i uśmiechnął się szeroko - bo cię lubię - odparł. - Jane, wiem, że ty wiesz z kim ona mnie zdradza. Jesteście najlepszymi przyjaciółkami. 
- Wiedziałam, że chcesz tylko informacji - mruknęlam niezadowolona i wstałam ze schodów nieociągając się. 
Nim jednak odeszłam chłopak chwycił moją dłoń i pociągnął mnie spowrotem na schody. 
Westchnęłam i zwróciłam ku niemu wzrok. To, co zobaczyłam zdziwiło mnie i równocześnie poruszyło. Miał w oczach łzy.Nie były to łzy radości.On płakał ze smutku.
- Zostań, przepraszam... - poprosił i nie wiedząc czemu przytulił mnie. Może tylko udaje? A może nie. 
Uśmiechnęłam się dumnie, gdy usłyszałam przeprosiny. Jak można było by mu nie wybaczyć? Ze łzami w oczach wyglądał przeuroczo. 
- W porządku, Mich. - powiedziałam i lekko poklepałam go po plecach. - Nie martw się. 
- Masz rację - odpowiedział. - Na prawdę cię lubię, Jane.
Nie myślałam, że tak szybko zdobędę jego zaufanie. Może jest pijany i nie wie co mówi? Cóż, to możliwe, chociaż nie czuję alkoholu. Dotychczas również wiedziałam, że Michael jest taki wrażliwy, bo przecież nie uchodził za twardziela, który nie da się złamać. 
- Dzięki, ja ciebie też - uśmiechnęłam się delikatnie i oderwałam się od niego, by spojrzeć mu w oczy. Po chwili milczenia wstałam i odruchowo podałam mu dłoń. 
- Chodźmy na spacer - zaproponowałam puszczając mu oczko. - Pogadamy - posłałam chłopakowi uroczy uśmiech.
Odwzajemnił gest i podniósł się. Ruszyliśmy trzymając się za ręce. Jakie to urocze... Znałam go od dwóch lat,i wtedy za bardzo nie zwracałam na niego uwagi,ale szalałam za tym, by go poznać, by z nim być.Teraz wiem, że to jest realne. Hmm, szczęściu trzeba pomagać. Mam rację? No jasne, przecież zawsze ją mam. Teraz gdy Michael jest na skraju załamania ja mogę postawić go na nogi,mogę zabłysnąc w blasku księżyca.Byle tylko następnym razem nie zapomniec że posiadam "normalne" ząbki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz